Przejścia

„Z dołu do góry, z góry na dół.
Z ciemności w słońce, z ciszy w krzyk.

Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie.
Ruch, magnetyczny ruch, ściana przy ścianie” – śpiewała grupa Manaam.
🌊 Rytm to także element jeździectwa, a śpiew pomaga się odprężyć i regularnie oddychać. 

Jazda konno i muzyka mają wiele wspólnego, w obu tych domenach dążymy do harmonijnego wykonania ćwiczeń. Nikt nie zostaje wirtuozem z dnia na dzień, potrzebne jest do tego wyrobienie nawyku, a to wymaga czasu, regularności i częstych powtórzeń. 

Przejścia są wstępujące i zstępujące, czyli gdy przechodzisz ze stępa do kłusa, a następnie do galopu, to są przejścia wstępujące.

Natomiast gdy przechodzisz z galopu do kłusa i do stępa, to są przejścia zstępujące. 

Nie musisz ich wykonywać jednego po drugim, w opisanej kolejności, przedstawiłam tylko ogólną zasadę.

Zanim powiem jak je wykonać, zacznę od pozycji, gdyż dobra pozycja to warunek konieczny do prawidłowego użycia pomocy. Podstawą dosiadu jest trójkąt utworzony z kości kulszowych i kości łonowej, przy rozluźnionych dużych mięśniach pośladkowych. Napięcie mięśni pośladkowych powoduje unoszenie kości kulszowych, co uniemożliwia głęboki dosiad. Możesz to sprawdzić na stołku, napinając i rozluźniając mięśnie.

W dosiadzie ujeżdżeniowym jeździec pozostaje cały czas w siodle, jego biodra podążają za ruchem. Grecki wódz Ksenofont stwierdził, że dosiad nie ma nic wspólnego z siedzeniem na krześle, przypomina bardziej stanie prosto w lekkim rozkroku na ugiętych nogach.

W półsiadzie jeździec wstaje w strzemionach i pochyla górną część ciała. Półsiad obejmuje całą gamę pozycji, w zależności od sytuacji, od lekkiego pochylenia, aż do maksymalnego wychylenia nad przeszkodą. Jeździec opiera na strzemieniu stopę w jej najszerszym miejscu, amortyzuje ruch konia w stawach: biodrowym, kolanowym, skokowym. Ciężar ciała równomiernie rozłożony na obu stopach. Pomoce działają niezależnie od siebie: nogi – z tyłu w przód, dosiad podąża za ruchem konia, palce na wodzach otwierają się lub zaciskają, kiedy chcemy „zamknąć” ruch do przodu. O tym za chwilę.

Użycie pomocy to rodzaj kodu między jeźdźcem a koniem. Jednym z podstawowych elementów tego kodu jest efekt przerywany – ucisk, przerwa, ucisk, przerwa. Akcja nóg zaczyna się od biodra, otwarte udo pozwala łydce na wywieranie nacisku z tyłu w przód. Przy dobrym wykonaniu pięta opada w dół. Powtarzalność tego działania sprawia, że koń wykonuje polecenie z coraz większą precyzją.

Zrozumienie poleceń może być zaburzone niekontrolowanymi ruchami nóg. Zamiast uderzać bez przerwy piętami o boki konia, lepiej jest użyć palcata. W chodach wstępujących jeździec wypycha konia biodrami i działaniem łydki od tyłu w przód. Góra ciała stabilna; ręka (palce) wywierają presję na wodze, aby koń mógł je poczuć, wodze muszą być napięte.

W przejściach zstępujących jeździec napina górną część ciała, odchyla się nieznacznie w ramionach i wsiada w siodło; robi się ciężki. Palce zamykają się na wodzach, w żadnym wypadku łokieć nie może się cofnąć, bo wtedy koń uniesie głowę, aby się bronić. Koń powinien być traktowany jako partner, a nie przeciwnik, któremu trzeba narzucić dominację siłą. Często powtarzając ćwiczenia, osiągniesz skuteczność i czystość wykonania. Im częściej jeździsz, tym lepsze rezultaty uzyskasz. Zobacz też wpis Magia https://kasianafali.wordpress.com/2020/08/23/magia/

Magia

„Epoka kamienia łupanego nie skończyła się dlatego, że zabrakło kamieni”.
Ludzie mieli ochotę na zmiany. 

🌊 Pomimo naszych chęci, aby wieść życie śwadome funkcjonujemy używając automatycznego pilota. Pomiędzy licznymi zajęciami mamy mało czasu dla siebie. Szkoda, bo to jest centrum udanego życia.

Rytuały – małe gesty, które na stałe wchodzą do codziennego planu zajęć, mają właściwości magiczne. Działają na mózg. Regularnie wykonywane wpływają na samopoczucie. Pozytywna energia, feel good, działa we wszystkich domenach. Dobrze przygotowane i realizowane pozwalają zadbać o własne ciało – tak jak na to zasługuje, otoczyć opieką psyche, po to aby rozwinąć kreatywność, pozwolić sobie na realizowanie marzeń.

Witaj w rituel power!

Dlaczego nie zacząć dnia piętnaście minut wcześniej? Zapalić pachnącą świecę, włączyć muzykę – pobudzającą czy nastrojową i wykonać taneczne pas w czasie przygotowywania śniadania. Eleganckim jeté przemierzyć kuchnię, aby nastawić kawę. Zgrabnie zakończyć wkładając tosty do opiekacza, następie ugiąć kolana i wyskoczyć w przód do pozycji wojownika (ćwiczenie jogi) rozciągając mięśnie. I tak codziennie.

Co na tym zyskasz? Dobry nastrój, rozgrzejesz się zanim wyjdziesz na wiosenne chłody, krew będzie lepiej krążyć, ciało nabierze sprężystości. Na początku może ci być trudno zmobilizować się do działania, ale dobra nowina jest taka, że z czasem mózg wytworzy potrzebne połączenia, najpierw będą przypominać ubitą drogę – pełną wyrw i dziur, ale z czasem stworzy się autostrada szybkiego ruchu. Nie będziesz potrzebować zachęty do wykonywania rytuałów, wejdzie ci to w krew.

Jak połączyć tę radę z jazdą konno? Im częściej coś robisz, tym większej wprawy nabierasz. Liczy się też regularność, lepiej robić coś stale niż raz na jakiś czas. Jeżeli decydujesz, że co wtorek jedziesz do klubu na jazdę – rób to. Nie zmieniaj planów, gdyż trudno jest po przerwie wskoczyć w rytm.

Alias Kinga

– Nazwisko? – Mężczyzna zza biurka zastygł w oczekiwaniu, trzymając długopis zawieszony nad kartką papieru.
– Alias.
– To jest nazwisko? – Tym razem pytanie zabrzmiało donośnie i z odpowiednią intonacją.
– A dlaczego nie? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
– Alias to nie nazwisko – stwierdził stanowczo. – Alias Sinobrody na przykład.
– Dobrze, może pan zapisać: Sinobrody.
– Ale to nie jest pani nazwisko! – w glosie pojawiła się nutka wściekłości. – Pani kłamie!
– Prawda jest zniekształcona przez mój punkt widzenia, przedstawiam panu to co ja uważam za prawdę, pan może się z tym zgodzić albo nie – stwierdziłam spokojnie sięgając do torebki. Wyciągnęłam okrągłe pudełko i nacisnęłam niewielki przycisk, wieczko odskoczyło z cichym trzaskiem. Lusterko pokazało ściany komisariatu, kiedyś pewnie białe, obecnie brudnoszare przysłonięte afiszami zachęcającymi do wstąpienia do policji. 

Zastanawiałam się czy przypudrować nos, gdy mężczyzna odezwał się znowu.
– W jakiej sprawie pani przyszła? – Z wyrzutem spoglądał na mnie znad okularów. Nie był ani stary, ani młody, ani ładny, ani brzydki. Był nijaki.
– Porozmawiać.
– Nie mam czasu na rozmowy! – wybuchnął a oczy ciskały błyskawice.
– Cały czas pan rozmawia, na tym polega pana praca. – Zamknęłam pudełko i palcem przejechałam po wygrawerowanym wzorze, dwie litery G splątane uściskiem. 
G jak Godefroy lub Guerlain, kto wie.
– Ale te rozmowy dotyczą konkretnych przypadków: kradzież, napad, gwałt.
– Tak, kradzież i gwałt – odpowiedziałam po chwili zastanowienia.
– Jak chce pani złożyć skargę to proszę podać nazwisko i imię.
– Alias Kinga, K jak kangur albo koala.
– Zawód?
– Bez zawodu. To taki interesujący przypadek, można spędzić życie pracując, a nie mając zawodu; wiedział pan o tym?
Popatrzył na mnie nieprzychylnie, ale nic nie powiedział. Zanotował coś zamaszystym pismem, postawił kropkę i uśmiechnął sam do siebie.
– Wiek?
– Dziewięćdziesiąt cztery.
Jego oczy zrobiły się okrągłe ze zdziwienia, brwi uniosły aż pod same włosy a czoło zmarszczyło jak u sharpeja.
– Wszystko jest względne: można być młodym a wyglądać staro i odwrotnie, być starym a wyglądać młodo.
– Z jaką sprawą pani przychodzi? – Mężczyzna nie skomentował moich wywodów.
– Chciałabym zgłosić kradzież, konia albo książki, myślę nad tym.
– Kradzież książki ma niewielką szkodliwość społeczną. – Prychnął lekceważąco.
– I tu się pan myli. – Wyprostowałam się na krześle i przysunęłam bliżej biurka jakbym chciała wyjawić mu tajemnicę. – A jeżeli to Biały Kruk? A poza tym można za nią czasami dostać Nobla. Widział pan milion dolarów?
– Nie – odpowiedział zaskoczony, po chwili wrócił do swojego stanowczego tonu. – Co pani mi tutaj bajki o zwierzętach opowiada? Kruki, kangury, misie…
– Koala to nie miś.
– Tylko co?
– Torbacz.
– Mówiła pani o kradzieży książki – powiedział zmęczonym głosem stukając długopisem w biurko.
– Konia – poprawiłam.

Przyjrzał mi się ze zdziwieniem, okulary zsunęły się na czubek nosa.
– A ta opowieść o białych krukach i milionie dolarów?
– Niestety trzeba nazywać się Munro albo Murakami. – Pokiwałam w zamyśleniu głową. – A ja się nie nazywam.
– Nazywa się pani Alias. – Udał, że spojrzał na kartkę, aby sprawdzić nazwisko. – Murakami był mężczyzną – dodał bez związku.
– Wczoraj mężczyzną, dzisiaj kobietą. – wykrzyknęłam zachwycona nowym hasłem.
Zamrugał powiekami jakby nie nadążał za tokiem rozmowy.
– Skąd pani to przyszło do głowy?
– Kobiety na traktory, zna pan? Ze skojarzeń, wszystko mi się bierze ze skojarzeń. Właściwie mógłby mi pan zaproponować kawę. 
– Jest dystrybutor, jeżeli pani chce.
– Wolę mieloną i mocną. Podwójne espresso poproszę. – spojrzałam na niego wzrokiem kota ze Shreka. Nie wiem, czy spojrzenie podziałało, czy z grzeczności, wstał odsuwając krzesło od biurka i wyszedł z pokoju.

Wrócił niosąc tacę z filiżankami, cukrem w saszetkach i pojedynczymi pojemnikami z mlekiem.
– Słodzi pani? – zapytał kładąc tacę na biurku.
– Nie, dziękuję; bez mleka. Dziękuję, to miłe z pana strony. – Uśmiechnęłam się promiennie sięgając po filiżankę.
– Na czym stanęliśmy? Kradzież książki?
– Konia – powtórzyłam spokojnie, puderniczkę położyłam obok tacy.
Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w pudełko w kolorze terakoty. 
– Co to jest? – spytał wskazując ruchem brody na przedmiot.
– „Marchand de sable”, zna pan?
– Bajka dla dzieci?
– Chce pan znać prawdę, czy… – zawiesiłam glos.
– Od początku pani kłamie. – Sięgnął po filiżankę i upił łyk.
– To jest proszek do usypiania ludzi; chciałam wypróbować na panu. 
Miałam wrażenie, że się zakrztusi, patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami, z trudem przełknął kawę.
– Musi pani? – wychrypiał.
– Nie, nie muszę. Nie wiem, czy dobrze dobrałam proporcje, mógłby się pan nie obudzić.
– Jednak chce pani, abym się obudził. – W kącikach ust pojawił się cień uśmiechu.
– Musze z kimś rozmawiać, wtedy lepiej mi się myśli.
– Nie ma pani rodziny, znajomych?
– Mam, ale panu za to płacą – oparłam, założyłam nogę na nogę, odsłaniając ozdobną tasiemkę przytrzymującą czarne pończochy ze szwem. Ciekawiło mnie czy on ją widzi, w każdym razie nie dawał niczego po sobie poznać.
– Widział pan film „Nagi instynkt” z Sharon Stone? – spytałam jakby niby nic.
– Myślałem, że interesuje panią kradzież. 

Odwrócił krzesło bokiem do biurka i wyciągnął długie nogi.
– Tak, kradzież konia i gwałt. Ale tutaj nie jestem pewna, raczej stosunek pod wpływem środków odurzających, alkoholu, przy nacisku osoby trzeciej – wymieniałam wpatrując się w zakurzony sufit.
– Stręczycielstwo. Chce pani zgłosić? Gdzie to się stało?
– We Włoszech, Siena w Toskanii. Zna pan? – Patrzyłam na niego z napięciem.
– Nie, nie znam. 
– Szkoda, ja też nie. Przydałby mi się ktoś kto zna. – Westchnęłam i oparłam głowę na dłoni, moje ciało wygięło się w talii, musiałam wciągnąć brzuch. – Bo wie pan, miałabym ułatwioną sprawę, opowiedziałby mi pan o Toskanii.
– Zbiera pani wywiad?
– Research, to się tak nazywa. Ludzie opowiadają panu różne historie. – Oparłam się o krzesło, gdyż było mi niewygodnie. – Ludzie z nożem w plecach…
– Ludzie z nożem w plecach raczej do mnie nie przychodzą. – Uśmiechnął się a jego ciemne oczy zrobiły się jeszcze ciemniejsze, jak jezioro w bezksiężycową noc.
„Popatrz, popatrz, pojawia się u niego poczucie humoru, to dobrze” pomyślałam przyglądając mu się z zainteresowaniem, może wcale nie był nijaki?
– Wie pan, że marzenia się spełniają? – zapytałam z głupia frant.
– Opowiada mi pani film o Kopciuszku? – zupełnie nie krył rozbawienia, oczy świeciły mu złośliwym blaskiem.
– O tablicy Mendelejewa.
– Chce mnie pani przepytać z chemii?
– Ona mu się przyśniła, ta tablica – wyjaśniłam, nie zwracając uwagi na pytanie. – Dlatego uważam, że sny się sprawdzają – dodałam pewnie.
– I jaki to ma związek z naszą sprawą, pani… – zawahał się.
– Może mi pan mówić Kinga. Jak pan ma na imię? 
– Michel.
– Brudzia pić nie będziemy, jesteś w pracy. Przejdźmy na ty, po co komplikować proste sprawy.
– To twoje prawdziwe imię? – zapytał oglądając sobie paznokcie.
– Tak, imię jest prawdziwe, ale go nie używam na co dzień. Michel, a jak dalej? 
– Michel Hebert
– Już wiem – krzyknęłam uderzając otwartą dłonią w kolano. – Widziałam cię na spotkaniu autorskim w bibliotece. Jesteś pisarzem! Ale byleś mniejszy, grubszy i miałeś kozią bródkę.
– Kozią bródkę, też coś – obruszył się. – To modny dodatek.
– Być może – zgodziłam się pospiesznie, choć osobiście uważałam, że lepiej wygląda bez brody. Okulary dodawały mu uroku. 
– Na czym stanęliśmy? Kradzież konia i gwałt.
– Co do gwałtu nie jestem pewna. – Przez moment zastanawiałam się co powiedzieć dalej. – Wykorzystanie seksualne? 
– A to nie to samo? – Popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
– Nie wiem, właśnie przyszłam zapytać.
– Nieletnia? – Wrócił do swojego stanowczego tonu komisarza policji.
– Nie, dorosła, pod diabolicznym wpływem ojca. To on ją podsunął, że tak powiem, innemu facetowi, aby uzyskać większe wpływy. Dziewczyna zaszła w ciążę, usunęła, ale ma ciągle wyrzuty sumienia. Łapiesz? O niechcianą ciążę oskarża ojca, że przez niego… jest to dla niej punkt zwrotny albo punkt bez powrotu, chce się uwolnić od ojca już na zawsze…
– Dlatego wrzuci mu do herbaty „Marchand de sable”, który chciałaś wypróbować na mnie?
– Skąd wiesz, że on pije herbatę? To Włoch, pije kawę w dużych ilościach, od tego rozjaśnia mu się umysł. Łapiesz?
– Łapię, łapię. Zastanawia mnie, dlaczego chciałaś sobie przypudrować nos belladonną, to trująca roślina.
Popatrzyłam na niego w zadumie, rzeczywiście miał rację. 
– Zostawmy belladonnę. Tam był jeszcze kot.
– To już mamy cale zoo. I co z kotem?
– No właśnie nie wiem. Niektórzy mówią, że jest niepotrzebny.
– Dlaczego niepotrzebny?
– No właśnie, dlaczego? – moje spojrzenie było tak intensywne, że mogłoby wywiercić dziurę na wylot.
– To może od innej strony. Co ten kot będzie robił?
– A co robią koty? – zdziwiłam się. – Przychodzi, je, wychodzi. Dałeś kiedyś jeść głodnemu kotu?
– Nie.
Widziałam, że moje pytanie go zaskoczyło.
– No właśnie, jakbyś dał to byś się więcej tego kota nie pozbył. Łap…
– Łapię.