Kopyto prawdę ci powie

„Bez kopyta nie ma konia” mówi francuskie przysłowie. Uszkodzenie kopyt prowadzi do kulawizn czyli wyklucza konia z użytku. Aby cieszyć się jak najdłużej zdrowiem i dobrym samopoczuciem wierzchowca, trzeba dbać o jego kopyta.

🌊 Kilka słów na temat budowy – puszka czyli to co widzimy z zewnątrz. Puszka jest odpowiednikiem naszego paznokcia – nie boli, narasta, ściera się, należy ją ścinać lub piłować. Może pękać, rozwarstwiać się, żeby do tego nie dopuścić trzeba ją natłuszczać odpowiednimi preparatami.

Spodnia część kopyta to podeszwa. Podeszwa jest lekko wklęsła. Prawidłowa podeszwa nie powinna dotykać podłoża. Podeszwa musi być sucha, regularnie czyszczona. Puszka kopytowa nie jest tworem zamkniętym, na wysokości piętek ściana kopyta jest wgięta do środka – to strzałka. Rozcięcie i wgięcie tylnej ściany kopyta powoduje, że ciężar stąpającego konia rozchodzi się równomiernie – kopyto się rozszerza w momencie ucisku (noga na ziemi) i wraca, gdy koń nogę unosi. Dzięki swej elastyczności strzałka amortyzuje wstrząsy. Strzałka powinna być sucha bez śladów gnicia i dobrze ukrwiona. 

To tyle tytułem wstępu, teraz napiszę jak dbać o kopyto, aby służyło jak najdłużej. Kopyta konia trzeba regularnie czyścić, a w czasie deszczu, kiedy koń porusza się przez większą część dnia po błotnistym podłożu także osuszać. Ja mam kilka ręczników przygotowanych do tego celu. Osuszam zarówno zewnętrzną część jak i podeszwę. Na mokre kopyto nie nakładam maści, gdyż powoduje to zatrzymanie wilgoci. Natomiast nakładam maść z dziegciem na podeszwę i strzałkę, oczywiście po wyczyszczeniu i osuszeniu ręcznikiem. Tak robię na jesień i w zimie, kiedy kopyto wymaga ochrony przed wilgocią i zimnem, natomiast latem nakładam maść z wyciągiem z liscia laurowego, która ochrania i wzmacnia puszkę kopytową. Można też wybrać pomadę z zawartością pszczelego wosku. Nie stosuję specjalnych maści na różne pory roku. Do zwykłej pomady z liści laurowych, w okresie zimowym, dodaję dziegciu, aby chronić kopyto przed wilgocią, a co za tym idzie przed gniciem. Smaruję taką miksturą zarówno część wewnętrzną czyli podeszwę i strzałkę jak i część zewnętrzną. Używam dziegciu płynnego, gdyż w nieogrzewanym pomieszczeniu, w którym trzymam przybory do pielęgnacji koni szybko zamieniłby się w kamień i nie przydałby się do niczego.

Podręczniki dotyczące pielęgnacji koni często wspominają, że o kopyta należy czyścić dwa razy dziennie. Ja, osobiście, robię to wieczorem, kiedy konie wracają do boksów. Czyszczę kopyta i zabezpieczam maścią. Konie stoją na czystej ściółce i ich kopyta nie mają kontaktu z glebą, co pozwala na dłuższe działanie ochronne maści. Oczywiście mocz i kał mają działanie negatywne na warstwę ochronną, dlatego często myję koniom nogi pod prysznicem. Poza tym staram się je zabierać od czasu do czasu na spacery nad morze. Woda, zwłaszcza morska, ma doskonały wpływ na nogi i stawy. Jednak jeżeli nie mieszkasz nad morzem, a masz dostęp do wody – jeziora, stawu, rzeczki – to korzystaj ile możesz. Sprawisz i sobie przyjemność, i koniowi, a przy okazji zadbasz o jego zdrowie.

Jedną z przyczyn kulawizn jest ochwat czyli zapalenie tworzywa kopytowego. Powstaje na skutek złego odżywiania i braku ruchu. Pożywienie bogate w węglowodany w jelicie grubym konia zostaje zamienione na kwas mlekowy. Obniża się PH żołądka, co prowadzi do obumarcia części bakterii, inne się namnażają, uwalniają do krwi toksyny, które doprowadzają do objawów choroby. Tak to w dużym skrócie wygląda. 

Konie przemieszczają się przez wiekszą część dnia, pozostają w ruchu do osiemnastu godzin dziennie. Zamykanie ich w boksie prowadzi zarówno do zmian psychicznych – tiki, jak i problemów somatycznych. Niepracujące konie nie powinny dostawać skondensowanej żywności w postaci granulatów. Wyjątkiem są zwierzęta w czasie rekonwalescencji, chore, klacze przed wyźrebieniem.

Korzystałam z blogów: czubajka http://czubajka.pl oraz magwet https://magwet.pl

Wsiąść do pociągu

Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet – śpiewała Maryla Rodowicz.

🌊 Wsiadłam do pociągu z Cherbourga do Paryża, gdyż wybierałam się do Krakowa na Międzynarodowe Targi Książki Bilet i bagaż ściskałam w ręku, bo w walizce miałam książki potrzebne w czasie jazdy. Nie wyobrażam sobie wyjazdu bez odpowiedniej lektury. Tym razem zabrałam ze sobą drugą część „Podróży do miasta świateł” czyli opowieść o Róży z Wolskich, która została księżną de Vallenord. Pierwszą część przeczytałam jeszcze w domu.

Powieść „Podróż do miasta świateł” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk opisuje losy Róży, która w wieku kilku lat trafiła razem z mamą do Paryża, pod opiekę stryja. Niestety los nie był przychylny młodej Róży, poznała smak biedy, brak mieszkania, niepewność jutra. Z opresji wyciągnęła ją umiejętność rysowania. Dzięki projektom sukien dla bogatych dam, Róża mogła utrzymać siebie i mamę.

Jak to się stało, że młoda szlachcianka, niezbyt zamożna, poślubiła księcia? To już odkryjesz sama (powieść przeznaczona jest dla pań). Ja dodam od siebie, że tę pozycję bardzo dobrze się czyta, jasny, przystępny język pozwala bez problemu wniknąć w klimat epoki i poznać zawiłe aspekty polityczne przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku.

Kolejną książką, którą „połknęłam” w czasie podróży był podręcznik blogowania napisany przez Ruth Soukup „Jak zarabiać na blogu i pozostać sobą”. Cieniutka pozycja o tym, na co zwracać uwagę, gdy pisze się bloga. Myślę, że przyda się każdemu, kto chciałby, aby jego artykuły przyciągały czytelników. Porady są przejrzyście sformułowane, nie ma niezrozumiałej paplaniny o niczym tylko po to, aby zapełnić strony. Znajdziesz tu informacje na temat przygotowania treści, pisania skutecznych postów, dobierania zdjęć. Dowiesz się, co jest ważne, aby blog rozwinął się i przynosił zyski.

Jazda z Paryża do Krakowa zajęła mi 24 godziny, tak długo trwa przejechanie tej trasy autobusem. Miałam okazję dokończyć czytanie powieści, na które brakowało mi czasu w domu. „Surface” Oliviera Noreka to jedna z takich pozycji. Intrygująca fabuła wciąga od pierwszego zdania.

5H 59. Policjanci w cywilu stali naprzeciwko drzwi o numerze 22 na drugim piętrze kiepsko oświetlonego budynku na przedmieściach Paryża. Akcja zaczyna się o 6. Ani wcześniej, ani później. Minuta za wcześnie i całą procedurę szlag trafi.

Autor opisuje sposoby działania paryskiego oddziału wodnego oraz podkreśla, że policjanci z jednej ekipy muszą liczyć na siebie wzajemnie, gdyż niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem. Nie zawsze chodzi o przestępców, czasami jest to brak zaufania do swoich umiejętności.

Dobrą kawę piłam na postoju w Niemczech, espresso — mocne i aromatyczne, które dało mi energię do stawienia czoła trudom podróży. W Krakowie, w hotelu Dawid na Kazimierzu. Hotel polecam wszystkim, którzy wybierają się do miasta króla Kraka. We Wrocławiu na dworcu autobusowym, co jest o tyle dziwne, że nie lubię kawy z kartonowego kubka. Uważam, że ładna oprawa jest tak samo ważna jak smak.

A kot? Co ma wspólnego z wyjazdem czarny kot? Odpowiedź znajdziesz na stronie Ireny Omegard na Facebooku.

zdjęcie: Kaboompics

Skok przez oxer

🌊 Już widzę, jak drapiesz się w głowę myśląc, że coś z tym wpisem jest nie tak. Przecież jeżdżę ujeżdżenie. Zgadzam się, jednak, gdy pracowałam w klubie sportowym przygotowywałam zajęcia także dla skoczków, dlatego teraz mogę coś na ten temat powiedzieć. Przede wszystkim nie skacz przez oxer! Oxer to przeszkoda złożona, w przeciwieństwie do stacjonaty – przeszkody pojedyńczej. Przeszkody można układać w szereg, wtedy w jednej linii spotkasz kombinację stacjonat i oxerów. Ale od tego nie zaczynaj.

Zacznij od belek na ziemi. Tak, dobrze widzisz. Każdy z zawodników, którzy uczestniczą w Grand Prix, zaczynał od belek na ziemi. Aby nie pozostawiać Cię w niepewności skorzystam z artykułu ” Skoki – sprawa zaufania”. 

Na początku nauki skoków podstawą jest równowaga, następnie kontrola szybkości. Mechanizm skoków powiązany jest ze zwalnianiem, przyspieszaniem, a także ze wznoszeniem i opadaniem. Wrażenia można porównać do tych odczuwanych w czasie przejazdu na nartach przez muldy – bez przerwy trzeba amortyzować wstrząsy. Jeździec może dopasować się do konia dzięki dobrze pracującym stawom. Musi zginać, a przede wszystkim prostować ramiona, aby nie przeszkadzać ruchom szyi, która pozwala koniowi zachować równowagę. Aby koń mógł poprawnie funkcjonować jeździec nie może blokować ani rąk, ani ramion. Najważniejsze to podążać za ruchem, „być z koniem” pozostając rozluźnionym. Poznaj partnera, z którym spędzisz wiele weekendów na terenach konkursowych, to pozwoli stworzyć atmosferę zaufania. 

Tracé – słowo, które odbiera sen początkującym jeźdźcom – najazd prostopadły do przeszkody, na środku. Najlepiej jak dasz koniowi czas na analizę sytuacji, będzie mógł ocenić dystans i odpowiednio się odbić.Wracając do belek na ziemi. Rozgrzewka to ważny, acz często niedoceniany element, przygotowuje do treningu i pozwala uniknąć kontuzji. Najpierw rozgrzej konia w energicznym stępie na luźnych wodzach, pozwól mu wyciągać szyję jak najdalej w przód, to dla niego ćwiczenie rozciągające. W stępie możesz wykonać ćwiczenie z belkami, wystarczą 4. Ustaw je w odległości 80 cm/1 m – to zależy od konia, mniejszy/większy – naprowadź konia prostopadle na środek belki. To doskonała rozgrzewka – wykonuj na luźnych wodzach, aby nie blokować konia. Belki na ziemi możesz wykorzystać także w trakcie seansu, wtedy koń koncentruje się na pracy nóg. Można tutaj zastosować kilka wariantów: ze zmianą chodu – najazd w stępie i za ostatnią belką przejście do kłusa, a następnie najazd kłusem i przejście do stępa po ostatniej belce; w różnych pozycjach: wysiadując lub stojąc w strzemionach. Na obie ręce.

Belki można podnieść na obu końcach o 20 cm nad ziemią, wtedy koń wyżej podnosi nogi. Jeżeli koń nie pracował przy podniesionych belkach należy go do tego stopniowo przyzwyczaić. Ćwiczenie na koncentrację i precyzję. Chodzi o to, aby w trzech chodach wyjechać kąt doskonały. Przy użyciu 4 belek tworzysz korytarz, a właściwie dwa, w kącie ujeżdżalni. Dzięki belkom będziesz musiał przygotować skręt, im bliżej położysz belki, tym bardziej utrudnisz ćwiczenie. Uwaga na konie, które mają problemy ze stawami – nie ustawiaj belek za blisko, bo będzie to zbyt skomplikowane. Krótkie skręty pozwalają umocnić masę mięśniową przy kręgosłupie, a także mięśnie brzucha. 

Belki na ziemi możesz wykorzystać do pracy na okręgu. Ustaw 4 tak, aby jeździć w kółko. Raz na jedną rękę, raz na drugą – średnica okręgu ok. 20 m – wtedy możesz ćwiczenie wykonywać w kłusie – zadanie to omawiałam we wpisie 👉 https://kasianafali.wordpress.com/2020/08/26/rozgrzewka/ 

Zadania z belkami na ziemi to ciekawe urozmaicenie seansów także dla jeźdźców ujeżdżeniowych: wzmacniają mięśnie, ćwiczą koncentrację i precyzję.Dziś pytanie, dziś odpowiedź: czy można tak ustawić belki, aby najeżdżać na nie zarówno w kłusie jak i galopie? Tak, jest taka możliwość, nawet jeżeli masz tylko 4 belki.

Tworząc artykuł korzystałam ze stron 👉 https://blog.equisense.com

Pokonaj lęk

🌊 Strach ma wielkie oczy. Tak mówi przysłowie. Jest w tym wiele racji, bo im bardziej się czegoś boimy, tym straszniejsze się to coś wydaje. Dzieci boją się ciemności, skrzypiących szaf. A czego boją się jeźdźcy?

Jeździectwo to sport ryzykowny, faktorem strachu może być: brak doświadczenia, upadek – a co za tym idzie kontuzja, charakter konia (albo jeźdźca. Niektórzy są nerwowi z natury. Poza tym są tacy, którzy potrafią nad strachem zapanować, inni nie).

Uważa się, że stres pomaga w walce z samym sobą, z własnymi słabościami, dzięki niemu można rozwijać umiejętności. Jednak bardzo często pod wpływem silnego wzburzenia tracimy zdolność koncentracji i wyciągania logicznych wniosków. A to prowadzi do katastrofy.

Zbadanie strachu, jego źródeł, wpływu, jaki wywiera na ciało i umysł, pozwala go przeanalizować, zaakceptować i zapanować nad nim.

Paraliżujący strach – sprawia, że normalne działanie jest utrudnione. Nie stosujesz prawidłowo pomocy. Nie możesz wykonać ruchu, jesteś spięty. Nie potrafisz się skoncentrować, masz pustkę w głowie, nie możesz sobie przypomnieć żadnej rady. Zaciskasz kolana, blokujesz stawy, nie podążasz za ruchem konia. Wasze duo nie funkcjonuje poprawnie, w dodatku przekazujesz koniowi własny stres. Efekt?

Sztywny dosiad, zaciśnięte kolana, to prosta droga do tego, aby wylądować na ziemi. Aby tego uniknąć należy opierać się na strzemionach. Rozluźnione stawy są warunkiem dobrego funkcjonowania stopy.

Strach powoduje, że jesteś agresywny? Zaskoczony niespodziewanym obrotem sytuacji, gdy koń odmawia skoku, tracisz zimną krew? Brutalnie korygujesz konia? Po pierwsze: myślisz, że działając w ten sposób, uczysz konia, aby więcej tego nie robił – błąd. Po drugie: reagujesz pod wpływem emocji. Jednak nic nie usprawiedliwia brutalnego zachowania. Nad utratą samokontroli trzeba się nauczyć panować.

Przede wszystkim przeanalizuj twój strach. Co go wywołuje? Jakie sytuacje?

Dostosuj się. Boisz się nerwowych koni? Wybieraj spokojne. W teren wyjeżdżaj w towarzystwie. Trenuj w maneżu albo na ujeżdżalni zamkniętej barierkami – ograniczona przestrzeń daje poczucie bezpieczeństwa. Rozmawiaj o twoich obawach z instruktorem jazdy konnej. Strach trzeba oswoić, a rozmawiając o nim, sprawiasz, że staje się mniejszy.

Rozmowy z Zuzanną

Zuzanna Kosińska – bohaterka powieści „Tango z koniem”.

🌊 Nie pamiętam jaki to był dzień tygodnia, ani czy byłam w biurze, czy w pokoju, ale jak podniosłam oczy znad zapisywanej kartki, zobaczyłam ją. Siedziała po drugiej stronie stołu i patrzyła na mnie brązowymi oczami jak kandydat w czasie rozmowy o pracę.

Krótkie, ciemne włosy otaczały okrągłą twarz. Miała ładne usta. Ani gruba, ani chuda. O takich kobietach mówi się, że mają w sobie coś, ale dokładnie nie wiadomo co. Ubrana raczej sportowo niż elegancko. Spojrzałam pod stołem na jej buty. Tak jak myślałam, nosiła balerinki.

– I co dalej? – zapytała.
Nie zrozumiałam. Po pierwsze nie przypominałam sobie, aby pukała, a już na pewno nie powiedziałam „ proszę wejść”.
– Co? Z czym? – spytałam aby zyskać na czasie.
– Ze mną. Nie mam pracy, pieniędzy – wyliczyła i pociągnęła nosem.
A co ja jestem? Pomoc społeczna? pomyślałam ale zapytałam spokojnie:
– Zabiłaś kogoś?
– Nie – glos jej zadrżał. – Powinnam?
– Byłoby łatwiej – stwierdziłam tonem znawcy. W końcu przeczytałam kilka podręczników o tym jak pisać, i o czym.
– Ciocia zmarła z przyczyn naturalnych. Tak było napisane w akcie zgonu – powiedziała cicho.
– Może miała jakąś tajemnicę. Coś chciała ukryć? Zaszła w ciążę i oddała dziecko do adopcji?
– Nic o tym nie wiem.
– Poszukaj, jesteś dziennikarką.

Skąd o tym wiedziałam? A także jak ma na imię. Przecież się nie przedstawiła.
Zuzanna…. I tyle, lat trzydzieści albo coś koło tego.
Dziennikarka. Skończyła studia, ale nie znalazła pracy w zawodzie. Wyjechała do Francji opiekować się ciotką. W klubie jeździeckim poznała Jean-Lou. Niewiele o nim wiem. Mieszka w Paryżu, koło kościoła, bo co rano budzą go dzwony. Dlaczego to ma znaczenie?

Lubię bicie dzwonów. Może to pamięć kolektywna sprawia, że dzwonom nadaje się specjalne znaczenie. Mogą obwieszczać radosne wydarzenia, smutne czy tragiczne. 
Jak w sobotę rano, 14 listopada, wszystkie okoliczne dzwony biły na trwogę.

Zawsze jest początek. Z końcem bywa różnie. Czasami nie możemy czegoś skończyć z przyczyn niezależnych od nas jak Mozart „Requiem”. Ktoś wyrwał kilka ostatnich kartek i koniec jest nam niedostępny.

Wysłałam Zuzannę na zawody, siedzi na nich już trzy miesiące. Pojechała z Błyskawicą zwaną Eklerkiem. Gdy złożyłam jej ostatnio wizytę, otrzepywała spodnie z końskiej sierści. Zbyteczny gest. Trudno strzepnąć ciemną sierść z białych spodni. Chciała pójść na kawę.

Jest taka nieporadna. Tak, to dobre słowo. Poczciwy może być pies. Ona jest nieporadna i niedostosowana. Jedyne czego nie lubi, jeżeli mogę to tak ująć, to Susan. Susan wzbudza w niej niechęć. Może dlatego, że akceptuje samą siebie i cieszy się życiem? Umie z niego czerpać, jak ze skarbca, pełnymi garściami. Ma Księcia Pustyni. Na początku trochę mnie to imię śmieszyło. Ale jaka różnica miedzy Sułtanem, a Księciem? Żadna. Bywają imiona bardziej nadęte.

Jest jeszcze Michele z Mirabelle. O nim wiem tyle, że ma samochód który uciągnie vana z dwoma końmi. Pojechał z Zuzanną na zawody do Mont.
Elisabeth – pani trener, oschła ale konkretna. Nie wmawia ludziom, że umieją jeździć jak nie umieją. Ma szczęście prowadzić klub dla właścicieli koni w regionie paryskim.

Tyle wiem, reszta jest milczeniem.

zdjęcie: Kaboompics

Konie, książki, kawa

🌊 i oczywiście morze. Wszystko razem się pięknie łączy — można jeździć konno po plaży (polecam, morska woda ma zbawcze działanie na kopyta). Można czytać leżąc na leżaku na piasku (słuchanie fal uderzających o brzeg uspokaja). Można też popijać kawę na tarasie kafejki i spoglądać jak niebo zlewa się na horyzoncie z morzem. Mieszkam nad morzem i jest to dla mnie niezwykle przyjemne doświadczenie.

Dużo czytam, ale nie będę pisać recenzji, jest sporo blogów z recenzjami, mogę za to opowiedzieć co ostatnio czytałam i jaką mam na ten temat opinię. Czy powieść mnie zachwyciła, czy nie.

Jedną z książek, które czytam w tej chwili jest: „Musimy porozmawiać o Kevinie” Lionel Shriver. Jest to historia opowiadana przez matkę młodocianego zabójcy. Kobieta opisuje wydarzenia od narodzin dziecka, aż do jego pobytu w więzieniu w formie listów do swojego byłego męża. Chce zrozumieć dlaczego doszło do tragedii. Trudna książka, która mówi o zaburzonych relacjach matka — dziecko. Nie jest to tak wychwalana, cudowna miłość macierzyńska, o której wszyscy marzą. Autorka opisuje codzienność kobiety, która stara się pozostać przy zdrowych zmysłach pomimo ciężkich przepraw z synem. Książka bardzo mi się podoba, skłania do zamysłu nad rodzicielstwem, jego blaskami, ale także ciemną stroną, kiedy dochodzi do porzucenia dzieci, przemocy czy nawet morderstw.

Kolejna książka na mojej podręcznej półce to „Weź się ogarnij” Pani Bukowej. Polecam wszystkim nieogarniętym. Dostałam w prezencie urodzinowym i nie mogę się od niej oderwać. Pani Bukowa dużo je, śpi i mało pracuje. Jej filozofia życiowa sprowadza się do tego, że leniwce nie pracują, a jakoś żyją. Staram się wprowadzać w życie.

Jeszcze jedna książka na koniec, aby nie było, że wybieram same interesujące pozycje. „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins ogromnie mnie rozczarowała. Na tylnej stronie, w opisie, przedstawiona jest jako trzymający w napięciu thriller, ale jak dla mnie napięcia było mało.

Kolejnym punktem na mojej liście są konie. Jeżdżę konno od tak dawna, że stałam się specem od dosiadu. Mogę zrobić doktorat, napisać pracę pod tytułem: Dlaczego jedni siedzą w siodle jak przyklejeni, a innych wyrzuca przy każdym foulée? Niestety, nalezę do tej drugiej grupy, dlatego moje obserwacje przydadzą się każdemu, kto usłyszał od trenera, że podskakuje na koniu jak worek ziemniaków. Zamówiłam kolejną książkę o poprawie dosiadu do kolekcji. Nazywa się: L’équitation centrée Sally Swift. Jeszcze jej nie mam, ale jak tylko ja dobrze obejrzę, to dam znać.

Kawa, piję jej tyle, )e w moich żyłach płynie ten aromatyczny napój przez cały dzień. Kawa daje mi energię na konfrontację z rzeczywistością, która skrzeczy i nie pozwala się oderwać od ziemi, aby bujać w obłokach.

Rozgrzewka

🌊 Wakacje sprzyjają farniente. Słońce, plaża, gorący piasek działają odprężająco, wracasz do swoich zajęć pełen nowych postanowień, jednak rozleniwienie bierze górę. Same dobre intencje nie wystarczą, aby przejść z trybu: odpoczynek, w tryb: aktywność. Dlatego proponuję kilka ćwiczeń na rozgrzewkę.

Koń traci formę wolniej niż człowiek. Jednak aby uniknąć kontuzji lub naderwania mięśni (myosites – zdarzają się często przy intensywnej pracy) trzeba konia spokojnie przygotować do zwiększonego wysiłku.

Ćwiczenie, które wzmacnia mięśnie, a przy okazji pozwoli poczuć się czterema nogami na wakacjach, to marsz w wodzie. Jeżeli tylko pogoda sprzyja, a w pobliżu masz jezioro, rzekę z niezbyt silnym prądem, morze, to pozwól koniowi pochodzić w wodzie. To doskonały sposób na powrót do formy, podobnie jak dla nas pływanie. Opór wody sprawia, że chodzenie jest trudniejsze, wymaga wysiłku, wzmaga harmonijną pracę mięśni.

Zejdźmy teraz na ziemię, ósemka wykonywana w stępie i kłusie wydaje się prostym zadaniem, a pozwala na pracę wszystkich partii mięśniowych konia. Wykonaj to ćwiczenie na obie ręce (prawo, lewo). Przy okazji możesz ustawić na środku jedną belkę. 

Bardzo lubię belki na ziemi, są fajnym i prostym narzędziem, dzięki któremu możesz urozmaicić seanse. Wystarczą dwie, aby dobrze się bawić, a przy okazji rozruszać mięśnie. Ustaw je w odległości 0,80 cm – 1m przy przechodzeniu w stępie. Odległość w kłusie to 1,30 – 1,40m. Zwróć uwagę, aby koń przy przechodzeniu przez belkę nie skakał zadem. Powtarzaj, aż koń zacznie stawiać nogi jedna po drugiej. 

To ćwiczenie na koordynację ruchów, koń musi kontrolować ruch kończyn i zginać stawy mocniej niż zazwyczaj. Możesz unieść koniec belki z jednej strony. I tak na przemian, czyli jeden koniec na ziemi, drugi podniesiony, a druga belka odwrotnie – podniesiony, na ziemi. To wygląda tak: 

ćwiczenia z belkami na ziemi możesz wykonywać w każdych okolicznościach „natury”. Na lonży lub w siodle. Jazda po okręgu pozwala pracować na obie ręce, a przy okazji koń jest zgięty w stronę, w którą idzie. Potrzebujesz do tego ćwiczenia czterech belek ustawionych na okręgu o średnicy 20 m. Ustaw je np. punktach A, P, V, X na czworoboku. Pozwala ci to pracować zarówno w stępie, jak i kłusie, na obie ręce. Poza tym chodząc po okręgu koń, musi się odpowiednio skręcić (incurvation).

Gdy wakacje dobiegną końca masz przygotowany plan treningu, życzę miłych wrażeń.

Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z 👉 Equisense blog
Zdjęcia z internetu.

Przejścia

„Z dołu do góry, z góry na dół.
Z ciemności w słońce, z ciszy w krzyk.

Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie.
Ruch, magnetyczny ruch, ściana przy ścianie” – śpiewała grupa Manaam.
🌊 Rytm to także element jeździectwa, a śpiew pomaga się odprężyć i regularnie oddychać. 

Jazda konno i muzyka mają wiele wspólnego, w obu tych domenach dążymy do harmonijnego wykonania ćwiczeń. Nikt nie zostaje wirtuozem z dnia na dzień, potrzebne jest do tego wyrobienie nawyku, a to wymaga czasu, regularności i częstych powtórzeń. 

Przejścia są wstępujące i zstępujące, czyli gdy przechodzisz ze stępa do kłusa, a następnie do galopu, to są przejścia wstępujące.

Natomiast gdy przechodzisz z galopu do kłusa i do stępa, to są przejścia zstępujące. 

Nie musisz ich wykonywać jednego po drugim, w opisanej kolejności, przedstawiłam tylko ogólną zasadę.

Zanim powiem jak je wykonać, zacznę od pozycji, gdyż dobra pozycja to warunek konieczny do prawidłowego użycia pomocy. Podstawą dosiadu jest trójkąt utworzony z kości kulszowych i kości łonowej, przy rozluźnionych dużych mięśniach pośladkowych. Napięcie mięśni pośladkowych powoduje unoszenie kości kulszowych, co uniemożliwia głęboki dosiad. Możesz to sprawdzić na stołku, napinając i rozluźniając mięśnie.

W dosiadzie ujeżdżeniowym jeździec pozostaje cały czas w siodle, jego biodra podążają za ruchem. Grecki wódz Ksenofont stwierdził, że dosiad nie ma nic wspólnego z siedzeniem na krześle, przypomina bardziej stanie prosto w lekkim rozkroku na ugiętych nogach.

W półsiadzie jeździec wstaje w strzemionach i pochyla górną część ciała. Półsiad obejmuje całą gamę pozycji, w zależności od sytuacji, od lekkiego pochylenia, aż do maksymalnego wychylenia nad przeszkodą. Jeździec opiera na strzemieniu stopę w jej najszerszym miejscu, amortyzuje ruch konia w stawach: biodrowym, kolanowym, skokowym. Ciężar ciała równomiernie rozłożony na obu stopach. Pomoce działają niezależnie od siebie: nogi – z tyłu w przód, dosiad podąża za ruchem konia, palce na wodzach otwierają się lub zaciskają, kiedy chcemy „zamknąć” ruch do przodu. O tym za chwilę.

Użycie pomocy to rodzaj kodu między jeźdźcem a koniem. Jednym z podstawowych elementów tego kodu jest efekt przerywany – ucisk, przerwa, ucisk, przerwa. Akcja nóg zaczyna się od biodra, otwarte udo pozwala łydce na wywieranie nacisku z tyłu w przód. Przy dobrym wykonaniu pięta opada w dół. Powtarzalność tego działania sprawia, że koń wykonuje polecenie z coraz większą precyzją.

Zrozumienie poleceń może być zaburzone niekontrolowanymi ruchami nóg. Zamiast uderzać bez przerwy piętami o boki konia, lepiej jest użyć palcata. W chodach wstępujących jeździec wypycha konia biodrami i działaniem łydki od tyłu w przód. Góra ciała stabilna; ręka (palce) wywierają presję na wodze, aby koń mógł je poczuć, wodze muszą być napięte.

W przejściach zstępujących jeździec napina górną część ciała, odchyla się nieznacznie w ramionach i wsiada w siodło; robi się ciężki. Palce zamykają się na wodzach, w żadnym wypadku łokieć nie może się cofnąć, bo wtedy koń uniesie głowę, aby się bronić. Koń powinien być traktowany jako partner, a nie przeciwnik, któremu trzeba narzucić dominację siłą. Często powtarzając ćwiczenia, osiągniesz skuteczność i czystość wykonania. Im częściej jeździsz, tym lepsze rezultaty uzyskasz. Zobacz też wpis Magia https://kasianafali.wordpress.com/2020/08/23/magia/